Klient prywatny, wydawca 5 portali

Własny panel SEO do monitoringu 5 portali internetowych

Gotowe narzędzia do śledzenia pozycji i monitoringu stron kosztowały kilkaset złotych miesięcznie. Klient zapłacił raz za własną aplikację, a dostęp do danych o pozycjach wystarczy mu na kilka lat.

0 zł/mies.
abonamentu, zamiast kilkuset złotych miesięcznie za gotowe narzędzia
5
portali monitorowanych w jednym panelu
2 tygodnie
od specyfikacji do działającej aplikacji
kilkadziesiąt USD
jednorazowo za płatne API, które wystarczy na kilka lat pomiarów
Zrzut ekranu panelu SEO: kafelki z kliknięciami, wyświetleniami, CTR, średnią pozycją, dostępnością i ważnością SSL oraz wykres z zaznaczoną aktualizacją algorytmu Google

Klient i kontekst

Klient jest osobą prywatną, która prowadzi pięć różnych portali internetowych. Ruch z Google to dla tych stron podstawa, więc musiał na bieżąco wiedzieć, na jakich pozycjach są ważne frazy, czy strony działają i czy po zmianach w serwisie nie pojawiły się błędy, które Google mogłoby źle odebrać.

Wyzwanie

Gotowe narzędzia do śledzenia pozycji fraz i monitoringu stron robią to dobrze, ale w abonamencie. Przy pięciu portalach rachunek za kilka takich usług sięgał kilkuset złotych miesięcznie, a sporą część płatnych funkcji klient i tak by pominął. Do tego dane były rozrzucone po kilku narzędziach: pozycje w jednym, dostępność stron w drugim, Search Console w trzecim. Klient zapytał, czy da się zbudować jedną aplikację dopasowaną do jego potrzeb, bez comiesięcznego abonamentu.

Rozwiązanie

Zbudowaliśmy własną aplikację internetową, która opiera się na dwóch źródłach danych. Podstawą jest bezpłatne API Google Search Console, z którego panel codziennie pobiera kliknięcia, wyświetlenia, CTR i średnie pozycje fraz, razem z historią do 16 miesięcy wstecz. Drugim źródłem jest płatne API do sprawdzania pozycji w wynikach Google, do którego klient sam wykupił dostęp. Rozlicza się ono za pojedyncze zapytanie, więc kilkadziesiąt dolarów doładowania wystarcza przy tej skali na kilka lat.

Panel zbiera w jednym miejscu wszystko, czego klient potrzebuje na co dzień:

  • Słowa kluczowe i pozycje, osobno dla komputerów i telefonów, ze zmianą dzień do dnia i tydzień do tygodnia, oraz top 10 wyników Google dla frazy z najczęstszymi konkurentami.
  • Szanse, czyli frazy tuż za czołówką albo z niskim CTR, z szacowanym zyskiem kliknięć i wskazaniem strony do poprawy.
  • Kanibalizacja, frazy, na które rankuje kilka adresów albo inny adres niż zamierzony.
  • Kondycja witryn, dostępność sprawdzana co 5 minut, ważność certyfikatu SSL i domeny, wyniki PageSpeed z trendem.
  • Kontrola techniczna, codzienne sprawdzanie title, description, nagłówków, canonical, noindex, robots.txt i mapy witryny, z historią każdej zmiany oraz stanem indeksacji ważnych adresów w Google.
  • Aktualizacje algorytmu Google zaznaczone na wykresach, żeby spadek ruchu dało się od razu powiązać z przyczyną.

Na górze przeglądu każdej witryny jest lista „Do sprawdzenia”, która automatycznie zbiera to, co wymaga uwagi: spadek kliknięć, frazę, która wypadła z top 10, niedostępność strony, wygasający certyfikat. Klient nie musi przeglądać wszystkich widoków po kolei, żeby wiedzieć, czy coś się dzieje.

Płatne API ma wbudowany bezpiecznik: przed każdym zapytaniem aplikacja porównuje jego szacowany koszt z ustawionym budżetem miesięcznym i nie wyśle niczego, co by go przekroczyło. Panel nie jest dostępny publicznie, wchodzi się do niego tylko przez VPN, a baza danych ma codzienną kopię zapasową.

Przebieg

Cały projekt, od spisania wymagań po działającą aplikację, zajął 2 tygodnie. Pracowaliśmy etapami: najpierw synchronizacja danych z Search Console i tabela fraz, potem przegląd z wykresami, kondycja witryn, kontrola techniczna i na końcu integracja z płatnym API. Każdy etap sprawdzaliśmy na realnych danych portali, zanim przeszliśmy do kolejnego, a zmiany widoczne w panelu opisuje wbudowana zakładka „Co nowego”.

Rezultaty

Klient ma dziś jeden panel dla wszystkich pięciu portali zamiast kilku osobnych narzędzi. Zamiast płacić kilkaset złotych miesięcznie, zapłacił raz za stworzenie aplikacji i kilkadziesiąt dolarów za dostęp do płatnego API, który wystarczy mu na kilka lat. Aplikacja należy do niego, a funkcje są dokładnie te, których potrzebuje, bez płacenia za resztę.

Inne nasze wdrożenia

Porozmawiajmy o Twoim IT

Umów rozmowę